Oskar i wina
O wstydzie, który nie lubi się przyznawać. O liderach, którzy czasem ściemniają… nawet przed sobą. O błędach, które – jeśli się ich nie nazwie – będą się mścić.
Przywództwo
Emocje
Mechanizmy psychologiczne

Był szanowanym dyrektorem.
Przez półtora roku prowadził zespół bez formalnego kierownika.
A potem powiedział jedno zdanie.
I było w nim wszystko.
– Tylko proszę… żeby HR się nie dowiedział.
O wstydzie, który nie lubi się przyznawać.
O liderach, którzy czasem ściemniają… nawet przed sobą.
O błędach, które – jeśli się ich nie nazwie – będą się mścić.
I o tym, że może już czas…
napić się wina.
Zamiast winy.
Zadzwonił do mnie Oskar.
Dyrektor.
Człowiek z klasą, systemowym umysłem i porządnym zegarkiem na ręku.
Typ lidera, który trzyma rzeczy w ryzach, zanim jeszcze komuś przyjdzie do głowy, że coś mogłoby się rozlać.
Przez półtora roku prowadził zespół bez formalnego kierownika.
Z zaangażowaniem.
Z odpowiedzialnością.
Z troską.
Trochę jak ojciec, który z miłości bierze na siebie za dużo.
Tyle że zespół nie miał pięciu lat.
Miał piętnaście lat doświadczeń.
Przyzwyczajeń.
I zdążył się nauczyć korzystać z tej opieki.
W końcu pojawiła się Wiktoria.
Nowa kierowniczka.
Doświadczona.
Merytoryczna.
Konkretna.
Wymagająca, ale nie szorstka.
Nie zimna.
Po prostu niewygodna.
Bo nie dało się z nią grać na emocjach.
I wtedy wszystko zaczęło się układać...
w stary wzorzec.
Zespół nie chciał zmian.
Nie chciał dyscypliny.
Nie chciał nowego układu.
Rozpoczęła się dobrze znana gra.
– „Za Oskara było lepiej.”
– „Wiktoria się czepia.”
– „Nie da się z nią dogadać.”
Podważanie autorytetu.
Bierny opór.
I ciche oczekiwanie, że dawny porządek wróci.
Bo był wygodniejszy.
A Oskar...
milczał.
Najpierw wierzył, że wszystko samo się ułoży.
Potem coraz bardziej czuł, że się nie układa.
Aż w końcu zadzwonił.
Głos miał spokojny.
Trochę przygaszony.
I powiedział zdanie, które słyszałam już wiele razy.
– Tylko wiesz… żeby HR się nie dowiedział.
„Głupio mi.”
„Wstydzę się.”
„Przepraszam.”
Trzy zdania.
Trzy twarze tej samej emocji.
Wstyd nie pojawia się dlatego, że coś poszło źle.
Pojawia się wtedy, gdy coś może się wydać.
Że nie jesteśmy tak kompetentni, jak chcielibyśmy być.
Że system, który sami budowaliśmy, zaczyna przeciekać.
Że nasza dobra wola miała swoją cenę.
A przecież lider powinien mieć wszystko pod kontrolą.
Wstyd rodzi się między ludźmi.
Nie wstydzimy się „w ogóle”.
Wstydzimy się tego, co drugi człowiek może w nas zobaczyć.
Niepewności.
Lęku.
Zgubionego kierunku.
I bardzo często właśnie dlatego tak długo zwlekamy z proszeniem o pomoc.
W gabinecie widzę to regularnie.
Dyrektorów, którzy nie chcą przyznać, że sytuacja ich przerosła.
Liderki, które tłumią pytania, żeby nie wydać się kruche.
Menedżerów, którzy trzymają się logiki, choć ciało od dawna woła o przerwę.
Bo przecież...
co, jeśli się wyda?
Że przez chwilę nie wiedziałem.
Że przeszarżowałem.
Że zbyt długo budowałem wersję premium samego siebie.
I wtedy przypomina mi się piosenka.
„Wypijmy za błędy.
Za błędy na górze.
Niech wyjdą na dobre zmęczonej naturze.
I napijmy się wina... zamiast winy.”
Lubię ten fragment.
Nie dlatego, że błędy są zabawne.
Nie dlatego, że wszystko można wybaczyć.
Dlatego, że nie ma ludzi bez błędów.
Są tylko tacy, którzy ukrywają je tak długo, aż przestają być błędami.
Stają się kryzysem.
Coraz częściej myślę, że największym luksusem lidera nie jest radzenie sobie samemu.
Największym luksusem jest możliwość powiedzenia:
„Popełniłem błąd.”
„Potrzebuję pomocy.”
Nie z pozycji słabości.
Z pozycji człowieczeństwa.
WIĘCEJ
Oskar i wina
O wstydzie, który nie lubi się przyznawać. O liderach, którzy czasem ściemniają… nawet przed sobą. O błędach, które – jeśli się ich nie nazwie – będą się mścić.
Przywództwo
Emocje
Mechanizmy psychologiczne

Był szanowanym dyrektorem.
Przez półtora roku prowadził zespół bez formalnego kierownika.
A potem powiedział jedno zdanie.
I było w nim wszystko.
– Tylko proszę… żeby HR się nie dowiedział.
O wstydzie, który nie lubi się przyznawać.
O liderach, którzy czasem ściemniają… nawet przed sobą.
O błędach, które – jeśli się ich nie nazwie – będą się mścić.
I o tym, że może już czas…
napić się wina.
Zamiast winy.
Zadzwonił do mnie Oskar.
Dyrektor.
Człowiek z klasą, systemowym umysłem i porządnym zegarkiem na ręku.
Typ lidera, który trzyma rzeczy w ryzach, zanim jeszcze komuś przyjdzie do głowy, że coś mogłoby się rozlać.
Przez półtora roku prowadził zespół bez formalnego kierownika.
Z zaangażowaniem.
Z odpowiedzialnością.
Z troską.
Trochę jak ojciec, który z miłości bierze na siebie za dużo.
Tyle że zespół nie miał pięciu lat.
Miał piętnaście lat doświadczeń.
Przyzwyczajeń.
I zdążył się nauczyć korzystać z tej opieki.
W końcu pojawiła się Wiktoria.
Nowa kierowniczka.
Doświadczona.
Merytoryczna.
Konkretna.
Wymagająca, ale nie szorstka.
Nie zimna.
Po prostu niewygodna.
Bo nie dało się z nią grać na emocjach.
I wtedy wszystko zaczęło się układać...
w stary wzorzec.
Zespół nie chciał zmian.
Nie chciał dyscypliny.
Nie chciał nowego układu.
Rozpoczęła się dobrze znana gra.
– „Za Oskara było lepiej.”
– „Wiktoria się czepia.”
– „Nie da się z nią dogadać.”
Podważanie autorytetu.
Bierny opór.
I ciche oczekiwanie, że dawny porządek wróci.
Bo był wygodniejszy.
A Oskar...
milczał.
Najpierw wierzył, że wszystko samo się ułoży.
Potem coraz bardziej czuł, że się nie układa.
Aż w końcu zadzwonił.
Głos miał spokojny.
Trochę przygaszony.
I powiedział zdanie, które słyszałam już wiele razy.
– Tylko wiesz… żeby HR się nie dowiedział.
„Głupio mi.”
„Wstydzę się.”
„Przepraszam.”
Trzy zdania.
Trzy twarze tej samej emocji.
Wstyd nie pojawia się dlatego, że coś poszło źle.
Pojawia się wtedy, gdy coś może się wydać.
Że nie jesteśmy tak kompetentni, jak chcielibyśmy być.
Że system, który sami budowaliśmy, zaczyna przeciekać.
Że nasza dobra wola miała swoją cenę.
A przecież lider powinien mieć wszystko pod kontrolą.
Wstyd rodzi się między ludźmi.
Nie wstydzimy się „w ogóle”.
Wstydzimy się tego, co drugi człowiek może w nas zobaczyć.
Niepewności.
Lęku.
Zgubionego kierunku.
I bardzo często właśnie dlatego tak długo zwlekamy z proszeniem o pomoc.
W gabinecie widzę to regularnie.
Dyrektorów, którzy nie chcą przyznać, że sytuacja ich przerosła.
Liderki, które tłumią pytania, żeby nie wydać się kruche.
Menedżerów, którzy trzymają się logiki, choć ciało od dawna woła o przerwę.
Bo przecież...
co, jeśli się wyda?
Że przez chwilę nie wiedziałem.
Że przeszarżowałem.
Że zbyt długo budowałem wersję premium samego siebie.
I wtedy przypomina mi się piosenka.
„Wypijmy za błędy.
Za błędy na górze.
Niech wyjdą na dobre zmęczonej naturze.
I napijmy się wina... zamiast winy.”
Lubię ten fragment.
Nie dlatego, że błędy są zabawne.
Nie dlatego, że wszystko można wybaczyć.
Dlatego, że nie ma ludzi bez błędów.
Są tylko tacy, którzy ukrywają je tak długo, aż przestają być błędami.
Stają się kryzysem.
Coraz częściej myślę, że największym luksusem lidera nie jest radzenie sobie samemu.
Największym luksusem jest możliwość powiedzenia:
„Popełniłem błąd.”
„Potrzebuję pomocy.”
Nie z pozycji słabości.
Z pozycji człowieczeństwa.
WIĘCEJ
Oskar i wina
O wstydzie, który nie lubi się przyznawać. O liderach, którzy czasem ściemniają… nawet przed sobą. O błędach, które – jeśli się ich nie nazwie – będą się mścić.
Przywództwo
Emocje
Mechanizmy psychologiczne

Był szanowanym dyrektorem.
Przez półtora roku prowadził zespół bez formalnego kierownika.
A potem powiedział jedno zdanie.
I było w nim wszystko.
– Tylko proszę… żeby HR się nie dowiedział.
O wstydzie, który nie lubi się przyznawać.
O liderach, którzy czasem ściemniają… nawet przed sobą.
O błędach, które – jeśli się ich nie nazwie – będą się mścić.
I o tym, że może już czas…
napić się wina.
Zamiast winy.
Zadzwonił do mnie Oskar.
Dyrektor.
Człowiek z klasą, systemowym umysłem i porządnym zegarkiem na ręku.
Typ lidera, który trzyma rzeczy w ryzach, zanim jeszcze komuś przyjdzie do głowy, że coś mogłoby się rozlać.
Przez półtora roku prowadził zespół bez formalnego kierownika.
Z zaangażowaniem.
Z odpowiedzialnością.
Z troską.
Trochę jak ojciec, który z miłości bierze na siebie za dużo.
Tyle że zespół nie miał pięciu lat.
Miał piętnaście lat doświadczeń.
Przyzwyczajeń.
I zdążył się nauczyć korzystać z tej opieki.
W końcu pojawiła się Wiktoria.
Nowa kierowniczka.
Doświadczona.
Merytoryczna.
Konkretna.
Wymagająca, ale nie szorstka.
Nie zimna.
Po prostu niewygodna.
Bo nie dało się z nią grać na emocjach.
I wtedy wszystko zaczęło się układać...
w stary wzorzec.
Zespół nie chciał zmian.
Nie chciał dyscypliny.
Nie chciał nowego układu.
Rozpoczęła się dobrze znana gra.
– „Za Oskara było lepiej.”
– „Wiktoria się czepia.”
– „Nie da się z nią dogadać.”
Podważanie autorytetu.
Bierny opór.
I ciche oczekiwanie, że dawny porządek wróci.
Bo był wygodniejszy.
A Oskar...
milczał.
Najpierw wierzył, że wszystko samo się ułoży.
Potem coraz bardziej czuł, że się nie układa.
Aż w końcu zadzwonił.
Głos miał spokojny.
Trochę przygaszony.
I powiedział zdanie, które słyszałam już wiele razy.
– Tylko wiesz… żeby HR się nie dowiedział.
„Głupio mi.”
„Wstydzę się.”
„Przepraszam.”
Trzy zdania.
Trzy twarze tej samej emocji.
Wstyd nie pojawia się dlatego, że coś poszło źle.
Pojawia się wtedy, gdy coś może się wydać.
Że nie jesteśmy tak kompetentni, jak chcielibyśmy być.
Że system, który sami budowaliśmy, zaczyna przeciekać.
Że nasza dobra wola miała swoją cenę.
A przecież lider powinien mieć wszystko pod kontrolą.
Wstyd rodzi się między ludźmi.
Nie wstydzimy się „w ogóle”.
Wstydzimy się tego, co drugi człowiek może w nas zobaczyć.
Niepewności.
Lęku.
Zgubionego kierunku.
I bardzo często właśnie dlatego tak długo zwlekamy z proszeniem o pomoc.
W gabinecie widzę to regularnie.
Dyrektorów, którzy nie chcą przyznać, że sytuacja ich przerosła.
Liderki, które tłumią pytania, żeby nie wydać się kruche.
Menedżerów, którzy trzymają się logiki, choć ciało od dawna woła o przerwę.
Bo przecież...
co, jeśli się wyda?
Że przez chwilę nie wiedziałem.
Że przeszarżowałem.
Że zbyt długo budowałem wersję premium samego siebie.
I wtedy przypomina mi się piosenka.
„Wypijmy za błędy.
Za błędy na górze.
Niech wyjdą na dobre zmęczonej naturze.
I napijmy się wina... zamiast winy.”
Lubię ten fragment.
Nie dlatego, że błędy są zabawne.
Nie dlatego, że wszystko można wybaczyć.
Dlatego, że nie ma ludzi bez błędów.
Są tylko tacy, którzy ukrywają je tak długo, aż przestają być błędami.
Stają się kryzysem.
Coraz częściej myślę, że największym luksusem lidera nie jest radzenie sobie samemu.
Największym luksusem jest możliwość powiedzenia:
„Popełniłem błąd.”
„Potrzebuję pomocy.”
Nie z pozycji słabości.
Z pozycji człowieczeństwa.

