Kiedy Firma nie była firmą
O tym, jak pomieszane role potrafią kierować naszym życiem.
Metapoznanie
Przywództwo
Mechanizmy psychologiczne

Sesja zaczęła się od jednego słowa.
Nie zwróciłam na nie uwagi.
A powinnam.
Klientka powiedziała:
– „Jestem kobietą szefem.”
Nie „szefową”.
Szefem.
Pomyślałam wtedy tylko:
Ciekawe.
I poszłyśmy dalej.
Na początku historia wydawała się bardzo znajoma.
„Szklany sufit.”
„Niesprawiedliwość.”
„Kolega dostał awans.”
„Moje projekty przynoszą największe zyski.”
„To ja wykonywałam większość pracy.”
Brzmiało jak opowieść o dyskryminacji.
Może nawet było.
Ale bardzo szybko przestałam się tym interesować.
Bo znacznie bardziej zaciekawiło mnie coś innego.
W pewnym momencie powiedziała:
– „Pomagałam mu. Myślałam, że budujemy to razem.”
Zatrzymałam się.
Razem... jak kto?
To pytanie zmieniło cały proces.
Okazało się, że firma nie była dla niej firmą.
Była rodziną.
Kolega nie był kolegą.
Był młodszym bratem.
Szef nie był przełożonym.
Był ojcem, którego uznanie trzeba zdobyć.
Praca nie była kontraktem.
Była dowodem miłości i lojalności.
I nagle wszystko zaczęło mieć sens.
Pomagała nie dlatego, że było to korzystne biznesowo.
Pomagała dlatego, że w rodzinie się pomaga.
Nie negocjuje.
Nie rozlicza.
Nie stawia granic.
Nie pyta:
"A co ja z tego będę miała?"
Bo rodzina działa według innych zasad.
Problem polegał na tym, że firma rodziną nie była.
A koledzy z pracy bardzo rzadko zachowują się jak rodzeństwo.
Zachowują się jak współpracownicy.
Czasem partnerzy.
Czasem konkurenci.
Czasem po prostu ludzie realizujący własne cele.
I nie ma w tym nic złego.
To tylko inna logika relacji.
W psychologii mówi się czasem o kontaminacji ról.
Ja lubię myśleć o tym trochę inaczej.
Wyobrażam sobie, że każdy z nas nosi w sobie cały teatr.
Jest tam dziecko.
Rodzic.
Partner.
Przyjaciel.
Lider.
Przedsiębiorca.
Uczeń.
Nauczyciel.
Każda z tych ról ma własne zasady.
Własny język.
Własną logikę.
Problem zaczyna się wtedy, gdy jedna rola wchodzi na scenę, na której powinna wystąpić zupełnie inna.
Bo szef, który staje się ojcem, bardzo szybko zaczyna wychowywać.
Pracownik, który staje się dzieckiem, przestaje brać odpowiedzialność.
Matka, która robi z córki przyjaciółkę, oddaje jej ciężar, którego dziecko nie powinno dźwigać.
A przedsiębiorca, który traktuje firmę jak rodzinę...
często odkrywa po latach, że pozostali od dawna byli już tylko współpracownikami.
Najbardziej porusza mnie to, że ludzie bardzo rzadko robią to świadomie.
To nie jest wybór.
To jest sposób organizowania świata.
Dobra wiadomość jest taka, że kiedy uda się go zobaczyć...
zmiana potrafi wydarzyć się zaskakująco szybko.
Tak było również tutaj.
Moja klientka nie przestała być lojalna.
Nie stała się chłodna.
Nie nauczyła się manipulować.
Po prostu przestała oczekiwać od firmy tego, co wcześniej mogła dostać tylko w rodzinie.
Od wielu lat pracuję z metaforami.
Bo metafora nie jest tylko ciekawym sposobem mówienia.
Jest mapą.
Pokazuje, według jakiej logiki człowiek organizuje własny świat.
Kiedy klient mówi:
"Firma jest jak rodzina."
"Szef jest jak ojciec."
"Kobieta jest jak kawał mięsa."
to nie są tylko słowa.
To są zdania, które organizują decyzje, relacje i całe życie.
Dlatego coraz rzadziej pytam klientów:
"Co powinieneś zrobić?"
Znacznie bardziej interesuje mnie inne pytanie.
"Kim jest dla ciebie ta osoba?"
Albo jeszcze prościej.
"Jak co?"
Bo bardzo często odpowiedź na to pytanie mówi więcej niż godzina rozmowy o celach, zasobach i planach działania.
WIĘCEJ
Kiedy Firma nie była firmą
O tym, jak pomieszane role potrafią kierować naszym życiem.
Metapoznanie
Przywództwo
Mechanizmy psychologiczne

Sesja zaczęła się od jednego słowa.
Nie zwróciłam na nie uwagi.
A powinnam.
Klientka powiedziała:
– „Jestem kobietą szefem.”
Nie „szefową”.
Szefem.
Pomyślałam wtedy tylko:
Ciekawe.
I poszłyśmy dalej.
Na początku historia wydawała się bardzo znajoma.
„Szklany sufit.”
„Niesprawiedliwość.”
„Kolega dostał awans.”
„Moje projekty przynoszą największe zyski.”
„To ja wykonywałam większość pracy.”
Brzmiało jak opowieść o dyskryminacji.
Może nawet było.
Ale bardzo szybko przestałam się tym interesować.
Bo znacznie bardziej zaciekawiło mnie coś innego.
W pewnym momencie powiedziała:
– „Pomagałam mu. Myślałam, że budujemy to razem.”
Zatrzymałam się.
Razem... jak kto?
To pytanie zmieniło cały proces.
Okazało się, że firma nie była dla niej firmą.
Była rodziną.
Kolega nie był kolegą.
Był młodszym bratem.
Szef nie był przełożonym.
Był ojcem, którego uznanie trzeba zdobyć.
Praca nie była kontraktem.
Była dowodem miłości i lojalności.
I nagle wszystko zaczęło mieć sens.
Pomagała nie dlatego, że było to korzystne biznesowo.
Pomagała dlatego, że w rodzinie się pomaga.
Nie negocjuje.
Nie rozlicza.
Nie stawia granic.
Nie pyta:
"A co ja z tego będę miała?"
Bo rodzina działa według innych zasad.
Problem polegał na tym, że firma rodziną nie była.
A koledzy z pracy bardzo rzadko zachowują się jak rodzeństwo.
Zachowują się jak współpracownicy.
Czasem partnerzy.
Czasem konkurenci.
Czasem po prostu ludzie realizujący własne cele.
I nie ma w tym nic złego.
To tylko inna logika relacji.
W psychologii mówi się czasem o kontaminacji ról.
Ja lubię myśleć o tym trochę inaczej.
Wyobrażam sobie, że każdy z nas nosi w sobie cały teatr.
Jest tam dziecko.
Rodzic.
Partner.
Przyjaciel.
Lider.
Przedsiębiorca.
Uczeń.
Nauczyciel.
Każda z tych ról ma własne zasady.
Własny język.
Własną logikę.
Problem zaczyna się wtedy, gdy jedna rola wchodzi na scenę, na której powinna wystąpić zupełnie inna.
Bo szef, który staje się ojcem, bardzo szybko zaczyna wychowywać.
Pracownik, który staje się dzieckiem, przestaje brać odpowiedzialność.
Matka, która robi z córki przyjaciółkę, oddaje jej ciężar, którego dziecko nie powinno dźwigać.
A przedsiębiorca, który traktuje firmę jak rodzinę...
często odkrywa po latach, że pozostali od dawna byli już tylko współpracownikami.
Najbardziej porusza mnie to, że ludzie bardzo rzadko robią to świadomie.
To nie jest wybór.
To jest sposób organizowania świata.
Dobra wiadomość jest taka, że kiedy uda się go zobaczyć...
zmiana potrafi wydarzyć się zaskakująco szybko.
Tak było również tutaj.
Moja klientka nie przestała być lojalna.
Nie stała się chłodna.
Nie nauczyła się manipulować.
Po prostu przestała oczekiwać od firmy tego, co wcześniej mogła dostać tylko w rodzinie.
Od wielu lat pracuję z metaforami.
Bo metafora nie jest tylko ciekawym sposobem mówienia.
Jest mapą.
Pokazuje, według jakiej logiki człowiek organizuje własny świat.
Kiedy klient mówi:
"Firma jest jak rodzina."
"Szef jest jak ojciec."
"Kobieta jest jak kawał mięsa."
to nie są tylko słowa.
To są zdania, które organizują decyzje, relacje i całe życie.
Dlatego coraz rzadziej pytam klientów:
"Co powinieneś zrobić?"
Znacznie bardziej interesuje mnie inne pytanie.
"Kim jest dla ciebie ta osoba?"
Albo jeszcze prościej.
"Jak co?"
Bo bardzo często odpowiedź na to pytanie mówi więcej niż godzina rozmowy o celach, zasobach i planach działania.
WIĘCEJ
Kiedy Firma nie była firmą
O tym, jak pomieszane role potrafią kierować naszym życiem.
Metapoznanie
Przywództwo
Mechanizmy psychologiczne

Sesja zaczęła się od jednego słowa.
Nie zwróciłam na nie uwagi.
A powinnam.
Klientka powiedziała:
– „Jestem kobietą szefem.”
Nie „szefową”.
Szefem.
Pomyślałam wtedy tylko:
Ciekawe.
I poszłyśmy dalej.
Na początku historia wydawała się bardzo znajoma.
„Szklany sufit.”
„Niesprawiedliwość.”
„Kolega dostał awans.”
„Moje projekty przynoszą największe zyski.”
„To ja wykonywałam większość pracy.”
Brzmiało jak opowieść o dyskryminacji.
Może nawet było.
Ale bardzo szybko przestałam się tym interesować.
Bo znacznie bardziej zaciekawiło mnie coś innego.
W pewnym momencie powiedziała:
– „Pomagałam mu. Myślałam, że budujemy to razem.”
Zatrzymałam się.
Razem... jak kto?
To pytanie zmieniło cały proces.
Okazało się, że firma nie była dla niej firmą.
Była rodziną.
Kolega nie był kolegą.
Był młodszym bratem.
Szef nie był przełożonym.
Był ojcem, którego uznanie trzeba zdobyć.
Praca nie była kontraktem.
Była dowodem miłości i lojalności.
I nagle wszystko zaczęło mieć sens.
Pomagała nie dlatego, że było to korzystne biznesowo.
Pomagała dlatego, że w rodzinie się pomaga.
Nie negocjuje.
Nie rozlicza.
Nie stawia granic.
Nie pyta:
"A co ja z tego będę miała?"
Bo rodzina działa według innych zasad.
Problem polegał na tym, że firma rodziną nie była.
A koledzy z pracy bardzo rzadko zachowują się jak rodzeństwo.
Zachowują się jak współpracownicy.
Czasem partnerzy.
Czasem konkurenci.
Czasem po prostu ludzie realizujący własne cele.
I nie ma w tym nic złego.
To tylko inna logika relacji.
W psychologii mówi się czasem o kontaminacji ról.
Ja lubię myśleć o tym trochę inaczej.
Wyobrażam sobie, że każdy z nas nosi w sobie cały teatr.
Jest tam dziecko.
Rodzic.
Partner.
Przyjaciel.
Lider.
Przedsiębiorca.
Uczeń.
Nauczyciel.
Każda z tych ról ma własne zasady.
Własny język.
Własną logikę.
Problem zaczyna się wtedy, gdy jedna rola wchodzi na scenę, na której powinna wystąpić zupełnie inna.
Bo szef, który staje się ojcem, bardzo szybko zaczyna wychowywać.
Pracownik, który staje się dzieckiem, przestaje brać odpowiedzialność.
Matka, która robi z córki przyjaciółkę, oddaje jej ciężar, którego dziecko nie powinno dźwigać.
A przedsiębiorca, który traktuje firmę jak rodzinę...
często odkrywa po latach, że pozostali od dawna byli już tylko współpracownikami.
Najbardziej porusza mnie to, że ludzie bardzo rzadko robią to świadomie.
To nie jest wybór.
To jest sposób organizowania świata.
Dobra wiadomość jest taka, że kiedy uda się go zobaczyć...
zmiana potrafi wydarzyć się zaskakująco szybko.
Tak było również tutaj.
Moja klientka nie przestała być lojalna.
Nie stała się chłodna.
Nie nauczyła się manipulować.
Po prostu przestała oczekiwać od firmy tego, co wcześniej mogła dostać tylko w rodzinie.
Od wielu lat pracuję z metaforami.
Bo metafora nie jest tylko ciekawym sposobem mówienia.
Jest mapą.
Pokazuje, według jakiej logiki człowiek organizuje własny świat.
Kiedy klient mówi:
"Firma jest jak rodzina."
"Szef jest jak ojciec."
"Kobieta jest jak kawał mięsa."
to nie są tylko słowa.
To są zdania, które organizują decyzje, relacje i całe życie.
Dlatego coraz rzadziej pytam klientów:
"Co powinieneś zrobić?"
Znacznie bardziej interesuje mnie inne pytanie.
"Kim jest dla ciebie ta osoba?"
Albo jeszcze prościej.
"Jak co?"
Bo bardzo często odpowiedź na to pytanie mówi więcej niż godzina rozmowy o celach, zasobach i planach działania.

