Heroina, czyli o efektywności 2.0

Wczoraj zakończyłam proces. Jestem poruszona drogą, którą przeszła. I tym, jak heroicznie stanęła w prawdzie.

Efektywność

Zmiana

Emocje

Od początku.

Ona.

Superefektywna.

Sprawcza.

Z tych, o których moja babcia mówiła:

"Łapie Pana Boga za nogi."

Takie osoby organizacje uwielbiają.

Biorą odpowiedzialność.

Dowożą.

Nie marudzą.

Można na nich polegać.

Pojawia się wyjazd.

Szansa, która wydaje się niepowtarzalna.

Świat stoi otworem.

Nowe możliwości.

Nowe tempo.

Nowe ambicje.

I coś zaczyna wciągać.

Praca.

Najpierw trochę.

Potem coraz bardziej.

Jak czarna dziura.

Aż w pewnym momencie znika granica.

Między pracą a życiem.

Między rolą a człowiekiem.

Zostaje już tylko funkcja.

Maszyna do dowożenia.

Niezawodność zamiast niej.

Ciało mówi wcześniej.

Zawsze mówi wcześniej.

Tylko kto go słucha, kiedy wszystko jeszcze działa?

Najpierw cicho.

Potem coraz głośniej.

Bezsenność.

Napięcie, które nie znajduje ujścia.

Ciało, które przestaje współpracować.

I w końcu...

bezpiecznik.

Układ nerwowy nie negocjuje.

Nie zna targetów.

Nie interesują go KPI.

Nie czyta strategii firmy.

Po prostu wyłącza system.

Pstryk.

Cisza.

Wraca do Polski.

Do miejsca, gdzie można się rozpaść bez świadków.

Ale świat już stoi w drzwiach.

"Co się stało?"

"Dlaczego?"

"Kiedy wracasz?"

Wieje wiatr.

Stały.

Natarczywy.

Troska.

I opresja przebrana za troskę.

"Weź się w garść."

"Odpocznij i wracaj."

"Szkoda takiej kariery."

Jakby istniała tylko jedna definicja sukcesu.

Jedna właściwa ścieżka.

A poza nią był już tylko błąd.

"Biedna... nic nie robi."

Tylko że to nie był brak chęci.

To był brak zasobów.

Diagnoza:

depresja.

Miesiąc.

Dwa.

To nie wystarczy.

Bo to nie było zwykłe zmęczenie.

To był system, który się wyłączył.

Zaczyna szukać pomocy.

Ostrożnie.

Bo przecież ona zawsze dawała sobie radę.

Najpierw terapia.

Później spotykamy się na procesie Clean Coachingu.

I zaczyna się to, czego nie widać.

Odmrażanie.

Łzy, które przez lata nie mogły popłynąć.

Wysiłek, którego nikt nie zauważył.

Straty.

I ta najtrudniejsza.

Utrata siebie.

A wiatr nadal wieje.

Wiatr oczekiwań.

Wiatr ocen.

Wiatr wszystkich tych "powinnaś".

Powinnaś wrócić.

Powinnaś się ogarnąć.

Powinnaś być znowu taka jak kiedyś.

I właśnie dlatego to jest tak trudne.

Zostać przy sobie.

Kiedy wszystko ciągnie z powrotem.

To nie jest nicnierobienie.

To nie jest słabość.

To nie jest brak ambicji.

To jest praca na żywej tkance.

To zobaczyć, jak bardzo przekroczyło się siebie.

I nie odwrócić wzroku.

To jest heroiczne.

Dziś uczy się granic.

Rytmu.

Początku i końca siebie.

Nie tego, jak przetrwać.

Tego, jak żyć.

Bo można mieć życie, które z zewnątrz wygląda jak sukces...

i zniknąć w nim.

Można być podziwianym.

Docenianym.

Awansować.

Realizować kolejne cele.

A jednocześnie każdego dnia oddalać się od siebie o kolejny krok.

Ta historia nie jest wyjątkiem.

Spotykam ją coraz częściej.

Zmieniają się stanowiska.

Branże.

Nazwy firm.

Ale mechanizm pozostaje ten sam.

Najpierw nagradzamy ludzi za to, że przekraczają własne granice.

Potem dziwimy się, że ich organizmy odmawiają współpracy.


Coraz częściej myślę, że potrzebujemy nowej definicji efektywności.

Nie takiej, która mierzy wyłącznie tempo, produktywność i wyniki.

Ale takiej, która uwzględnia zdolność do regeneracji.

Do stawiania granic.

Do utrzymywania siebie w długim horyzoncie.

Bo największym sukcesem nie jest pracować najwięcej.

Największym sukcesem jest zbudować takie życie i taki sposób pracy, w którym nie trzeba poświęcić siebie, żeby osiągnąć rezultat.

Dzisiaj, pracując z liderami i organizacjami, coraz częściej widzę, że problemem nie jest brak kompetencji.

Problemem jest to, że wielu bardzo kompetentnych ludzi funkcjonuje na kredyt własnego układu nerwowego.

A ten kredyt prędzej czy później trzeba spłacić.

WIĘCEJ

Zespół na dachu

Od kilku dni obserwuję ekipę dekarzy. I coraz częściej myślę, że niektóre zespoły mogłyby się od nich wiele nauczyć.

Zespół na dachu

Od kilku dni obserwuję ekipę dekarzy. I coraz częściej myślę, że niektóre zespoły mogłyby się od nich wiele nauczyć.

Zespół na dachu

Od kilku dni obserwuję ekipę dekarzy. I coraz częściej myślę, że niektóre zespoły mogłyby się od nich wiele nauczyć.

Blog Cover Image

Odległość od rzeczywistości

O konsekwencjach. I nie tylko.

Blog Cover Image

Odległość od rzeczywistości

O konsekwencjach. I nie tylko.

Blog Cover Image

Odległość od rzeczywistości

O konsekwencjach. I nie tylko.

Heroina, czyli o efektywności 2.0

Wczoraj zakończyłam proces. Jestem poruszona drogą, którą przeszła. I tym, jak heroicznie stanęła w prawdzie.

Efektywność

Zmiana

Emocje

Od początku.

Ona.

Superefektywna.

Sprawcza.

Z tych, o których moja babcia mówiła:

"Łapie Pana Boga za nogi."

Takie osoby organizacje uwielbiają.

Biorą odpowiedzialność.

Dowożą.

Nie marudzą.

Można na nich polegać.

Pojawia się wyjazd.

Szansa, która wydaje się niepowtarzalna.

Świat stoi otworem.

Nowe możliwości.

Nowe tempo.

Nowe ambicje.

I coś zaczyna wciągać.

Praca.

Najpierw trochę.

Potem coraz bardziej.

Jak czarna dziura.

Aż w pewnym momencie znika granica.

Między pracą a życiem.

Między rolą a człowiekiem.

Zostaje już tylko funkcja.

Maszyna do dowożenia.

Niezawodność zamiast niej.

Ciało mówi wcześniej.

Zawsze mówi wcześniej.

Tylko kto go słucha, kiedy wszystko jeszcze działa?

Najpierw cicho.

Potem coraz głośniej.

Bezsenność.

Napięcie, które nie znajduje ujścia.

Ciało, które przestaje współpracować.

I w końcu...

bezpiecznik.

Układ nerwowy nie negocjuje.

Nie zna targetów.

Nie interesują go KPI.

Nie czyta strategii firmy.

Po prostu wyłącza system.

Pstryk.

Cisza.

Wraca do Polski.

Do miejsca, gdzie można się rozpaść bez świadków.

Ale świat już stoi w drzwiach.

"Co się stało?"

"Dlaczego?"

"Kiedy wracasz?"

Wieje wiatr.

Stały.

Natarczywy.

Troska.

I opresja przebrana za troskę.

"Weź się w garść."

"Odpocznij i wracaj."

"Szkoda takiej kariery."

Jakby istniała tylko jedna definicja sukcesu.

Jedna właściwa ścieżka.

A poza nią był już tylko błąd.

"Biedna... nic nie robi."

Tylko że to nie był brak chęci.

To był brak zasobów.

Diagnoza:

depresja.

Miesiąc.

Dwa.

To nie wystarczy.

Bo to nie było zwykłe zmęczenie.

To był system, który się wyłączył.

Zaczyna szukać pomocy.

Ostrożnie.

Bo przecież ona zawsze dawała sobie radę.

Najpierw terapia.

Później spotykamy się na procesie Clean Coachingu.

I zaczyna się to, czego nie widać.

Odmrażanie.

Łzy, które przez lata nie mogły popłynąć.

Wysiłek, którego nikt nie zauważył.

Straty.

I ta najtrudniejsza.

Utrata siebie.

A wiatr nadal wieje.

Wiatr oczekiwań.

Wiatr ocen.

Wiatr wszystkich tych "powinnaś".

Powinnaś wrócić.

Powinnaś się ogarnąć.

Powinnaś być znowu taka jak kiedyś.

I właśnie dlatego to jest tak trudne.

Zostać przy sobie.

Kiedy wszystko ciągnie z powrotem.

To nie jest nicnierobienie.

To nie jest słabość.

To nie jest brak ambicji.

To jest praca na żywej tkance.

To zobaczyć, jak bardzo przekroczyło się siebie.

I nie odwrócić wzroku.

To jest heroiczne.

Dziś uczy się granic.

Rytmu.

Początku i końca siebie.

Nie tego, jak przetrwać.

Tego, jak żyć.

Bo można mieć życie, które z zewnątrz wygląda jak sukces...

i zniknąć w nim.

Można być podziwianym.

Docenianym.

Awansować.

Realizować kolejne cele.

A jednocześnie każdego dnia oddalać się od siebie o kolejny krok.

Ta historia nie jest wyjątkiem.

Spotykam ją coraz częściej.

Zmieniają się stanowiska.

Branże.

Nazwy firm.

Ale mechanizm pozostaje ten sam.

Najpierw nagradzamy ludzi za to, że przekraczają własne granice.

Potem dziwimy się, że ich organizmy odmawiają współpracy.


Coraz częściej myślę, że potrzebujemy nowej definicji efektywności.

Nie takiej, która mierzy wyłącznie tempo, produktywność i wyniki.

Ale takiej, która uwzględnia zdolność do regeneracji.

Do stawiania granic.

Do utrzymywania siebie w długim horyzoncie.

Bo największym sukcesem nie jest pracować najwięcej.

Największym sukcesem jest zbudować takie życie i taki sposób pracy, w którym nie trzeba poświęcić siebie, żeby osiągnąć rezultat.

Dzisiaj, pracując z liderami i organizacjami, coraz częściej widzę, że problemem nie jest brak kompetencji.

Problemem jest to, że wielu bardzo kompetentnych ludzi funkcjonuje na kredyt własnego układu nerwowego.

A ten kredyt prędzej czy później trzeba spłacić.

WIĘCEJ

Zespół na dachu

Od kilku dni obserwuję ekipę dekarzy. I coraz częściej myślę, że niektóre zespoły mogłyby się od nich wiele nauczyć.

Zespół na dachu

Od kilku dni obserwuję ekipę dekarzy. I coraz częściej myślę, że niektóre zespoły mogłyby się od nich wiele nauczyć.

Zespół na dachu

Od kilku dni obserwuję ekipę dekarzy. I coraz częściej myślę, że niektóre zespoły mogłyby się od nich wiele nauczyć.

Blog Cover Image

Odległość od rzeczywistości

O konsekwencjach. I nie tylko.

Blog Cover Image

Odległość od rzeczywistości

O konsekwencjach. I nie tylko.

Blog Cover Image

Odległość od rzeczywistości

O konsekwencjach. I nie tylko.

Heroina, czyli o efektywności 2.0

Wczoraj zakończyłam proces. Jestem poruszona drogą, którą przeszła. I tym, jak heroicznie stanęła w prawdzie.

Efektywność

Zmiana

Emocje

Od początku.

Ona.

Superefektywna.

Sprawcza.

Z tych, o których moja babcia mówiła:

"Łapie Pana Boga za nogi."

Takie osoby organizacje uwielbiają.

Biorą odpowiedzialność.

Dowożą.

Nie marudzą.

Można na nich polegać.

Pojawia się wyjazd.

Szansa, która wydaje się niepowtarzalna.

Świat stoi otworem.

Nowe możliwości.

Nowe tempo.

Nowe ambicje.

I coś zaczyna wciągać.

Praca.

Najpierw trochę.

Potem coraz bardziej.

Jak czarna dziura.

Aż w pewnym momencie znika granica.

Między pracą a życiem.

Między rolą a człowiekiem.

Zostaje już tylko funkcja.

Maszyna do dowożenia.

Niezawodność zamiast niej.

Ciało mówi wcześniej.

Zawsze mówi wcześniej.

Tylko kto go słucha, kiedy wszystko jeszcze działa?

Najpierw cicho.

Potem coraz głośniej.

Bezsenność.

Napięcie, które nie znajduje ujścia.

Ciało, które przestaje współpracować.

I w końcu...

bezpiecznik.

Układ nerwowy nie negocjuje.

Nie zna targetów.

Nie interesują go KPI.

Nie czyta strategii firmy.

Po prostu wyłącza system.

Pstryk.

Cisza.

Wraca do Polski.

Do miejsca, gdzie można się rozpaść bez świadków.

Ale świat już stoi w drzwiach.

"Co się stało?"

"Dlaczego?"

"Kiedy wracasz?"

Wieje wiatr.

Stały.

Natarczywy.

Troska.

I opresja przebrana za troskę.

"Weź się w garść."

"Odpocznij i wracaj."

"Szkoda takiej kariery."

Jakby istniała tylko jedna definicja sukcesu.

Jedna właściwa ścieżka.

A poza nią był już tylko błąd.

"Biedna... nic nie robi."

Tylko że to nie był brak chęci.

To był brak zasobów.

Diagnoza:

depresja.

Miesiąc.

Dwa.

To nie wystarczy.

Bo to nie było zwykłe zmęczenie.

To był system, który się wyłączył.

Zaczyna szukać pomocy.

Ostrożnie.

Bo przecież ona zawsze dawała sobie radę.

Najpierw terapia.

Później spotykamy się na procesie Clean Coachingu.

I zaczyna się to, czego nie widać.

Odmrażanie.

Łzy, które przez lata nie mogły popłynąć.

Wysiłek, którego nikt nie zauważył.

Straty.

I ta najtrudniejsza.

Utrata siebie.

A wiatr nadal wieje.

Wiatr oczekiwań.

Wiatr ocen.

Wiatr wszystkich tych "powinnaś".

Powinnaś wrócić.

Powinnaś się ogarnąć.

Powinnaś być znowu taka jak kiedyś.

I właśnie dlatego to jest tak trudne.

Zostać przy sobie.

Kiedy wszystko ciągnie z powrotem.

To nie jest nicnierobienie.

To nie jest słabość.

To nie jest brak ambicji.

To jest praca na żywej tkance.

To zobaczyć, jak bardzo przekroczyło się siebie.

I nie odwrócić wzroku.

To jest heroiczne.

Dziś uczy się granic.

Rytmu.

Początku i końca siebie.

Nie tego, jak przetrwać.

Tego, jak żyć.

Bo można mieć życie, które z zewnątrz wygląda jak sukces...

i zniknąć w nim.

Można być podziwianym.

Docenianym.

Awansować.

Realizować kolejne cele.

A jednocześnie każdego dnia oddalać się od siebie o kolejny krok.

Ta historia nie jest wyjątkiem.

Spotykam ją coraz częściej.

Zmieniają się stanowiska.

Branże.

Nazwy firm.

Ale mechanizm pozostaje ten sam.

Najpierw nagradzamy ludzi za to, że przekraczają własne granice.

Potem dziwimy się, że ich organizmy odmawiają współpracy.


Coraz częściej myślę, że potrzebujemy nowej definicji efektywności.

Nie takiej, która mierzy wyłącznie tempo, produktywność i wyniki.

Ale takiej, która uwzględnia zdolność do regeneracji.

Do stawiania granic.

Do utrzymywania siebie w długim horyzoncie.

Bo największym sukcesem nie jest pracować najwięcej.

Największym sukcesem jest zbudować takie życie i taki sposób pracy, w którym nie trzeba poświęcić siebie, żeby osiągnąć rezultat.

Dzisiaj, pracując z liderami i organizacjami, coraz częściej widzę, że problemem nie jest brak kompetencji.

Problemem jest to, że wielu bardzo kompetentnych ludzi funkcjonuje na kredyt własnego układu nerwowego.

A ten kredyt prędzej czy później trzeba spłacić.

WIĘCEJ

Zespół na dachu

Od kilku dni obserwuję ekipę dekarzy. I coraz częściej myślę, że niektóre zespoły mogłyby się od nich wiele nauczyć.

Zespół na dachu

Od kilku dni obserwuję ekipę dekarzy. I coraz częściej myślę, że niektóre zespoły mogłyby się od nich wiele nauczyć.

Zespół na dachu

Od kilku dni obserwuję ekipę dekarzy. I coraz częściej myślę, że niektóre zespoły mogłyby się od nich wiele nauczyć.

Blog Cover Image

Odległość od rzeczywistości

O konsekwencjach. I nie tylko.

Blog Cover Image

Odległość od rzeczywistości

O konsekwencjach. I nie tylko.

Blog Cover Image

Odległość od rzeczywistości

O konsekwencjach. I nie tylko.

Create a free website with Framer, the website builder loved by startups, designers and agencies.